Egzamin zdany.
Neurologiem nie będę.
Sama neurologia, jako dziedzina medycyny jest bardzo ciekawa. Wiele ciekawych rzeczy wyjaśnia, wiele daje do myślenia. Okazuje się, że każda najmniej skomplikowana czynność wymaga ogromnie wielu skomplikowanych procesów przesyłania informacji przez kilometry neuronów. Ciekawe... ale zarazem przykre. Bezradność na neurologii mnie przeraziła. Wystarczy spojrzeć na schorzenia neurologiczne: afazje, agnozje, aprakcje spowodowane urazem, udarem, krwotokiem... wszystkie sprowadzają się do uszkodzonych neuronów, krórych odtworzenie jest niemożliwe. Jedynie ludzki organizm może (ale nie musi) się uporać ze schorzeniem. Leki niewiele pomogą... Leczenie neurologiczne sprowadza się do usunięcia skrzepu powodującego udar, zastosowanie antybiotyku, który spowodował porażenie obwodowe nerwu twarzowego (ale już nie ośrodkowe!) i praca pani logopedki u afatyków. Tylko... a może AŻ? tyle. Nie wiem. Wiem za to, że oddział udarowy jest tak przygnębiający, że tylko gra w zbieranie punktów na oddziale może trochę rozweselić pracę na nim. Ja chyba bym tak nie mogła. Poproszę kolejny blok. Teraz pulmunologia :)
Komentarze
Prześlij komentarz