Końcówka października to niestety również końcówka stażu. Piszę "niestety", bo niewątpliwie żałuję, że ten czas się kończy. Niestety, ale wszystko co dobre, kiedyś się kończy. A co było dobrego? Z jednej strony dużo czasu wolnego i dużo odpoczynku. Z drugiej zaś, chodzenie po różnych oddziałach, poznawanie różnych ludzi, czasem fantastycznych, a czasem takich, których lepiej nie poznawać. Chcociaż tych drugich było zdecydowanie mniej. Pacjenci, ich problemy, ciekawe i nieksiążkowe postaci chorób. To wszystko z biegiem czasu wydaje się na prawdę warte nauki. Chcociaż nie ukrywajmy, nie jest to nauka taka jak na studiach. Jest jej zdecydowanie mniej. No i oczywiście wygląda inaczej. Nikt nie pyta, nikt nie sprawdza, nie ma w tym stresu. A stres? Na stażu go póki co nie było go wiele, a raczej był rzadkością. Wszystko, co robiliśmy, było konsultowane ze specjalistami. W prawdzie miałam inne wyobrażenie o pracy lekarza. Myślałam, że więcej w niej "wiedzy", a nie tak...