Wiele razy zastanawiałam się co mają w sobie studenci medycyny, czego nie mają inni studenci. Odpowiedź jest prosta - niczego :)
Tak na prawdę nie różnimy się niczym, po za tym, że studiujemy kierunek, który wymaga od nas większej ilości pracy, a w przyszłości daje zawód bardzo odpowiedzialny i często dobrze płatny. Dostać się na medycynę nie jest łatwo, bo i chętnych jest zawsze dużo. Same studia są na pewno bardzo ciekawe i z pewnością wiele osób satysfakcjonują.
Ale tak jak i na innych uczelniach, także i u nas uczymy się wielu rzeczy bez sensu. Większość czasu spędzamy na nauce czegoś, co w życiu nam się nie przyda, a jeśli coś jest ważne, to i tak po kilku dniach o tym zapominamy. Czyli jest tak, jak jest wszędzie. Z takim nastawieniem zawsze rozmawiam z moimi znajomymi studiującymi różne kierunki, a mam ich wielu, więc i moje porównania są dość zasadne.
Wielokrotnie słyszałam, że studenci medycyny, mają o sobie dość wysokie mniemanie. (tak, jakby na innych kierunkach takowych osób nie było); że są to ludzie nastawieni na dużą kasę (jakby każdy studiował nie po to, żeby zarabiać); że ledwo co się uczą, a na prawdę to siedzą w akademikach i piją na umór (a podobno w tym prym wiodą studenci poltechniki). Oczywiście, że tak jest, jak wszędzie. Ale to dotyczny tylko "wybitnych jednostek"! Nigdy się nie przechwalałam jak to "my na medycynynie" jesteśmy super. Wiedziałam, że każde moje słowo przechwałki będzie odczytywane 10x silniej, niż powiedziałby to ktoś inny. Dlatego ostatnio stałam się fanką mojego kolegi z lat szkolnych, którego jakiś czas temu spotkałam na mieście.
- Oo, cześć
- No hej - odpowiada kolega
rozmowa nt. pogody, atrakcji w mieście, czasie wolnym i pracy...
- To super, że pracujesz z dzieciakami w centrum rehabilitacji! Gratulacje! Też kiedyś bym chciała pracować z dziećmi.
- No dzięki, póki co jest ok. A to co, dalej medycyna?
- No tak, cały czas to samo.
- A spoko. Ale wiesz, że my nie będziemy się lubić. (z poważną miną)
- ....? a to dlaczego
- Bo my, fizjoterapeuci nie lubimy się z lekarzami - i tu kolega robi mi wykład nt.beznadziejnych lekarzy, z którymi pracuje.
Czyż to nie jest słodkie? :)
Kilka dni temu, spotkałam innego kolegę, studenta farmacji:
- Wracam właśnie z konferencji z Warszawy, wcześniej byłem w Poznaniu i... (i tak opowiada).. i jestem przewodniczącym Stowarzyszenia Studentów Farmacji.
- No to fajnie, gratuluję stanowiska. U nas też jest takie stowarzyszenie....
- Tak, wiem, IFMSA, mamy z nimi na pieńku. Chyba tam wiele nauki nie macie?
- No wiesz.. na V roku wiele nie ma, ale wcześniej to raczej była. VI rok pod koniec to już nauka na całego.
- Aaa... no spoko. My uczymy się non stop. Ale z pracą słabo, dlatego chyba wyjadę. Tu wiele nie zarobię. Staż mamy bezpłatny, nie to co wy...
Długo nie rozmawialiśmy. Dziwnym sposobem czułam, że ktoś chciał mi coś udowodnić. Szkoda.
I czemu tu się dziwić, że część studentów medycyny chce udowodnić, że jednak im się udało i mają się czym pochwalić.
Komentarze
Prześlij komentarz