Zanim urodził się Syn, byłam nastawiona na to, że razem z dzieckiem pojawią się problemy zdrowotne niemowlaków, o których uczyłam się najmniej. Zawsze ten okres do roku życia kojarzył mi się z wadami rozwojowymi i ciężkimi chorobami lub różowymi, słodkimi bobaskami, nic pomiędzy. Dlatego postanowiłam, że ten czas wykorzystam na dokształcenie się właśnie z tego okresu życia dzieci. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Synek jest stosunkowo bezproblemowym dzieckiem i w sumie niewiele rzeczy musiałam nadrabiać. Oczywiście kalendarz szczepień i nazwy handlowe szczepionek przerobiłam. No i to tyle, co spotkało moje dziecko. Do czasu, aż skończył 10 miesięcy i 10 dni :)
Pierwsza gorączka, wysoka, bo powyżej 38,5st.C. Oczywiście w ruch poszły leki przeciwgorączkowe. Ale to tyle, bo żadnych innych objawów nie było. Jak to matka - lekarka - zaczęłam myśleć, z jakiego powodu moje dziecko tak nagle i wysoko zagorączkowało. I wiecie co? Wcale jako pierwsze na myśl nie przychodziły mi banalne wirusówki. Raczej myślałam o grubych kalibrach - układ moczowy, układ nerwowy, czyli to, co nie daje specyficznych objawów, a co jest groźne już od początku. Na szczęście mam świadomość, że jeśli zbadam i nic nie budzi obaw, to nie ma co martwić się na zapas. Rodziców moich małych pacjentów w takich chwilach uspokajam, więc czemu sama mam się napędzać? Cieszę się, że popracowałam trochę na oddziale pediatrycznym o specyfice infekcyjnej. Nie raz w części boksowej, z dziećmi do roku życia, mieliśmy tzw.trzydniówkę. Jak bardzo cieszyła nas wysypka u niemowlaków, gdy po ok.3 dniach wysokiej gorączki, bez żadnych odchyleń w badaniach, nagle pojawiała się na twarzy i tułowiu. Te drobne plamisto-grudkowe zmiany na buzi, brzuszku i plecach dziecka i powiększone węzły karkowe, które pojawiają się po tym, jak gorączka się skończy świadczą, że właśnie maluszek przeszedł rumień nagły, inaczej nazywany chorobą szóstą. Czemu szóstą? Bo jest wywołana wirusem o nazwie HHV-6 (może też być HHV-7). Objawy są dokładnie takie, jak opisałam wyżej. Najpierw gorączka, dość wysoka, nawet powyżej 39st.C i żadnych innych objawów. Oczywiście dziecko wtedy jest apatyczne, nie chce jeść, jest osłabione. Może zdarzyć się delikatny kaszel, katar lub luźniejsza kupa, ale to rzadko. Charakterystyczne dla tej choroby jest to, że gorączka ustępują po 3 dobach i potem pojawia się wyżej opisana wysypka i węzły chłonne karkowe. Leczenie jest tylko objawowe - leki przeciwgorączkowe i nic więcej!
Gorączka u mojego Syna ustąpiła. On sam wszedł na kolejny level życia w biegu - już tak łatwo nie jest go zatrzymać, bo chodzi przy meblach i ścianie szybciej niż czasami jestem w stanie go złapać :) Szukałam wysypki i szukałam... Nie było. Aż tu nagle, rano 2. dnia od końca gorączki - jest! Jest wysypka! Jakże byłam szczęśliwą matką! W końcu zidentyfikowałam wirusa, który uziemił nas na Święta Wielkanocne w domu. Cieszę się, że tak to się skończyło, bo myślę, że jako lekarz dociekałabym skąd wzięła się choroba. Ale obym miała tylko takie chwile w mojej matczyno-lekarskiej przygodzie. Nie chciałabym wykazywać się wiedzą w zdrowiu mojej rodziny. Zdecydowanie wolę, gdy nie przydaję się nikomu z moich bliskich. Stres jest nieporównywalny...
Komentarze
Prześlij komentarz