Są specjalizacje, które bardzo różnią się od reszty dziedzin medycyny. Jedną z nich jest otorynolaryngologia, czyli medycyna ucha, gardła, krtani, nosa i innych części szyi. Zakres równie wąski, jak cięcia robione w trakcie operacji tych narządów. No i jak można się domyślać, na bloku widoczność ograniczona niemal zupełnie do operatora i asysty, która jak widzieliśmy, też za wiele nie widzi.
Pacjent, lat około 60, rozpoznanie: rak krtani. Na same słowo "krtań" widzę książkę i atlas do anatomii. Widzę moją asystentkę, która opowiada o tych wszystkich chrząstkach, fałdach, mięśniach i pracy tego wszystkiego. Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że to jest tak skomplikowane. Wtedy to był koszmar. W sumie teraz nie mniejszy, gdy pomyślę, że trzeba będzie wrócić do tego przy nauce do egzaminu... ;/ Wracając do pacjenta. Sala operacyjna. Pacjent na stole, instrumentariuszka przy narzędziach, lekarz skupiony wycina część krtani. Zakłada rurkę tracheostomijną, zakłada opatrunek. Budzą pacjenta. Przerażony, ospały, obolały, ze świadomością, że może nie mówić. Jedyne w jaki sposób może się porozumieć z otoczeniem, to gesty...
Następnego dnia przychodzimy na zmianę opatrunku. Na prawdę widok wyciąganej rurki, czyszczonej tchawicy, krwi, śluzu rusza niejednego z nas. Nagle, widzimy jak pacjent próbuje pokazać, że chce się napić. Na co lekarz mówi "no proszę bardzo, tutaj sobie zatkać rurkę i może pan się napić i nawet coś powiedzieć". Człowiek zrobił oczy jak 5zł, zatkał rurkę i ochrypłym głosem powiedział "tak dobrze?". "No, super" uśmiechnął się doktor "Jutro, najpóźniej pojutrze, wyciągniemy rurkę, zaszyjemy ranę i będzie pan mógł znowu pić i mówić, chociaż głos może się zmienić".
Widok niesamowity. Tak szczęśliwego i zdumionego pacjenta, dawno nie widziałam. Chyba rzeczywiście pogodził się z tym, że może nie mówić. Wyszeptał "dziękuję", a my poszliśmy uczyć się badania na sobie.
No! I egzamin z pediatrii ustny zdany bardzo dobrze, więc lepiej być nie może :)
Komentarze
Prześlij komentarz